Feb 1, 2014

winda.20
O 23:49 winda z łoskotem wjeżdża na 3 piętro, po czym wielki tupacz wysiada z niej i rusza w stronę drzwi po lewej stronie. To najnudniejsza postać w tym bloku - młoda żona od młodego męża. Razem są nudniejsi niż osobno, ale mimo że do domu wraca sama, bo mąż jest w delegacji, to i tak wieje od niej nudą straszliwą. Nie ma co się interesować. Żeby tylko tak paskudnie nie tupała (ale mając 185 cm wzrostu, chyba nie da się nie tupać chodząc w butach na obcasie.. swoją drogą, kto przy takim wzroście chodzi w butach na obcasie? chyba musi mieć kompleks bycia nudziarą...).
winda.19
O 22:50 winda wjeżdża na 6 piętro. Wysiadają z niej trzy kobiety w wieku około 60 lat. Dwie z nich śmieją się tak bardzo, że łzy płyną im z oczu, a jedna musi przystanąć, żeby złapać oddech. Trzecia uśmiecha się z rozbawieniem. Wracają z Filharmonii, jednego z niewielu miejsc, w których można poczuć się jak w dawnych latach. Jest rok 2043, ale puzony, kontrabasy i kotły nadal brzmią równie wspaniale co 30 lat temu.
winda.18
O 22:35 winda wjeżdża na 5e piętro. Wyskakuje z niej potargany długowłosy mężczyzna ubrany w liczne futra, szmaty i fragmenty zbroi. Za nim wysiada wielki śnieżnobiały wilk. Na korytarzu szaleją wichry, które dziwna para pokonuje trzymając się blisko ściany i niemalże czołgając po podłodze. W końcu docierają pod drzwi jednego z mieszkań. Wspólnie zapierają się o drzwi, które w końcu ustępują pod ich ciężarem. W środku jest wielka przestrzeń, bezmiar nieba i śniegu. Lepiej nie zbliżać się do oblodzonej krawędzi Ściany.
winda.17
O 15:08 winda wjeżdża na 4 piętro. Wysiadają z niej dwie młode kobiety. Jedna podtrzymuje drugą za łokieć, a spojrzenie ma pełne troski. Druga idzie powoli z lekkim przestrachem. Zatrzymują się przed mieszkaniem eleganckiego mężczyzny. Po dłuższej chwili jedna z nich, ta przestraszona, naciska dzwonek. Cisza. Oczywiście, że cisza, bo elegancki mężczyzna kilka minut wcześniej  zjechał na dół. Spóźniły się i powoli dociera to do tej przestraszonej. Dzwoni jeszcze raz, potem głośno stuka palcami w drzwi. "Nie ma go." - mówi zatroskana. Przestraszona opiera czoło o drzwi i zamiera na kilka dłuższych chwil w tej pozycji. W końcu odwraca się, wzdycha i kiwając głową mówi: "Chodźmy". Po co przyszły i czy jeszcze wrócą?
winda.16
O 15.01 w sobotnie popołudnie winda rusza z 4ego piętra na -2. Chwilę wcześniej z korytarza po lewej stronie wyłania się mężczyzna w eleganckim płaszczu i butach lakierkach. On nie musi przejmować się zaspami śniegu zalegającymi na chodnikach od kilku dni, ani błotem w komunikacji miejskiej. Wsiada do samochodu w podziemnym garażu i jedzie do drugiego podziemnego garażu, skąd winda prowadzi go do celu. Piękne życie.

Marta: Łyżwy 1

   W sobotę rano deszcz już nie padał. Zaraz po przebudzeniu Marta odsunęła zasłony i zmrużyła oczy patrząc na biały połyskujący świat za oknem, po czym westchnęła opadając z powrotem na poduszkę. Z jednej strony cieszyła się, że pogoda okazała się łaskawa, a piękny śnieg nie zamienił się w paskudną szarą breję. Z drugiej strony deszcz wybawiłby ją od obiecanego wcześniej Kasi wyjścia na łyżwy, na co nie miała zupełnie ochoty. Teraz wiedziała, że nie będzie mogła się wymigać. Jakby na potwierdzenie tych myśli, usłyszała za drzwiami swojego pokoju radosne pohukiwania swojej młodszej siostry, która już szykowała się w sąsiadującej z pokojem Marty łazience. 

  Marta Murkowska miała niecałe 16 lat. Wszyscy mówili o niej, że jest bardzo spokojna i grzeczna, co z czasem coraz rzadziej brzmiało dla niej jak komplement. Wydawało się jej, że oczekiwane jest, żeby będąc w takim wieku robiła rzeczy szalone (albo chociaż o nich myślała), żeby się buntowała przeciwko wszystkiemu i wszystkim, obracała w niepokojącym towarzystwie i dostawała od życia wiele nauczek. Z czasem coraz silniej odczuwała, że może coś jest z nią nie do końca tak, skoro w zamian za szaleństwa i nauczki, spędza wolny czas na czytaniu książek, spędzaniu czasu z rodziną i kilkoma równie spokojnymi przyjaciółkami oraz bardzo teoretycznym rozważaniom na temat kolegów z klasy. Teraz, znów jako spokojna i grzeczna, wstała z łóżka i szybkimi susami przemierzyła drogę do drzwi i zaraz do łazienki. Kasia właśnie próbowała zakręcić sobie loki nawijając zwilżone pasma włosów na palce i trzymając je tak przez kilka sekund.

- Idziemy, idziemy! - zawołała radośnie na widok Marty, puszczając kolejny kosmyk i lekko podskakując w miejscu.

- Idziemy. - potwierdziła bez wielkiego entuzjazmu Marta, po czym wygoniła siostrę z łazienki.

  Kasia miała 8 lat i powoli wyrastała na zupełne przeciwieństwo Marty. Nie była spokojna i często bywała niegrzeczna. Na razie nie była w wieku, w którym życie powinno dawać jej wiele nauczek (od których była głównie chroniona przez swoich licznych opiekunów w szkole i w domu), ale nikt nie miał wątpliwości, że kiedy nadejdzie właściwy czas, Kasia rzuci się w wir świata i zacznie czerpać z niego wielkimi chochlami. Na razie jednak Kasia miała 8 lat i marzyła o karierze łyżwiarki figurowej - ku utrapieniu Marty.

  Kiedy Marta wyłoniła się z łazienki, na stole w kuchni czekały już na nią kanapki z żółtym serem i pomidorem oraz kubek gorącej herbaty z sokiem malinowym. Tata siedział wciśnięty w kąt między stołem a oknem, zasłonięty płachtą gazety, a Kasia siedziała na przeciwko i z uwagą studiowała dodatek sportowy. Zbliżała się olimpiada zimowa, więc gazeta pełna była informacji o kondycji poszczególnych gwiazd sportowych, co w obecnej fazie bardzo Kasię interesowało. Marta przywitała tatę głośnym "dzień dobry", które i tak pozostało bez odpowiedzi. Zabrała się więc za milczące przeżuwanie pieczywa z serem. Raz na jakiś czas Kasia zerkała na nią znacząco, aż w końcu zaczęła niecierpliwie uderzać stopą w nogę jej krzesła, dając wyraz swojemu zniecierpliwieniu. W końcu Marta zjadła, zmyła swój talerz, dopiła herbatę i dopiero wtedy Kasia z udawanym spokojem ruszyła przygotowywać się do wyjścia. Dziesięć minut później jechały na dół windą objuczone torbami ze sprzętem sportowym i ubraniami na zmianę.